Grzegorz Kramer SJ z zakazem wypowiedzi w mediach społecznościowych

(fot. Jacek Taran / WAM)

Zakaz został wydany po wpisie ojca Kramera dotyczącym Benedykta XVI. 

Zegarki męskie - wybierz na Ceneo

“Wpis był nieroztropny, wieloznaczny i został zrozumiany opacznie, czyli tak, że autor życzy Benedyktowi XVI śmierci” – powiedział w rozmowie z portalem nto.pl Jarosław Paszyński SJ, socjusz ojca prowincjała Prowincji Polski Południowej, do której należy ojciec Kramer.

“Zabierając głos publicznie, trzeba ważyć słowa. Tu tego zabrakło. Ojciec Kramer oczywiście nadal może głosić Słowo Boże. Zakaz dotyczy działalności na gruncie mediów społecznościowych” – dodał duchowny. 

Jak informuje portal, ojciec Paszyński nie sprecyzował, jak długo będzie trwał zakaz: “To jest czas na refleksję”. 

Zamieszanie wywołał wtorkowy wpis Grzegorza Kramera SJ na Twitterze, gdzie napisał o książce, w której Benedykt XVI miał zabrać głos na temat celibatu. Benedykt XVI przed ustąpieniem z urzędu zadeklarował, że wycofuje się z publicznej działalności. Jednak sekretarz papieża emeryta abp Georg Gänswein poinformował we wtorek, że Benedykt XVI nie jest współautorem książki kard. Saraha. 

Wpis brzmiał: “Miał milczeć, a póki co, teraz zaczyna mówić. Jednak chyba lepiej, aby papieże umierali”.

Siłownia i fitness - sprawdź na Ceneo

Jezuita usunął wpis i przeprosił za swoje słowa. Wyjaśnił także, jakie były jego intencje: “Nikomu, nigdy nie życzyłem śmierci, tak również było w tym wypadku. Odniosłem się tylko do sytuacji, że mamy papieża Franciszka, w czasie, w którym żyje Jego Poprzednik, co nie jest sytuacją zwykłą. Pisząc, że «chyba lepiej, żeby papieże umierali», miałem na myśli tylko to, że wtedy nie byłoby sytuacji, w których (co jest przecież faktem) część ludzi Kościoła przeciwstawia zdania dwóch papieży i nimi manipuluje. Stąd moje emocje. Lepsza i bardziej jednoznaczna treść tego zdania powinna brzmieć: «lepiej by było, gdyby papieże nie abdykowali»”.

Posługa Modlitwy wg. Papieża Benedykta XVI

Posługa modlitwy wg. Papieża Benedykta XVI ( Benedykt XVI i Elio Guerriero )Foto: FB

Odwiedzając ostatni raz Niemcy, w 2011 r., Wasza Świątobliwość powiedział: «Nie można wyrzec się Boga». A także: «Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość». Czy nie było Waszej Świątobliwości przykro odchodzić w Roku Wiary?

Oczywiście zależało mi na tym, aby doprowadzić do końca Rok Wiary i napisać encyklikę poświęconą wierze, która miała zakończyć cykl zapoczątkowany przez Deus caritas est. Jak mówi Dante, miłość, która porusza Słońce i inne gwiazdy, przynagla nas, prowadzi do Boga, który daje nam nadzieję i przyszłość. W sytuacji kryzysu najlepszą postawą jest stanięcie przed Bogiem z pragnieniem odzyskania wiary, aby móc kontynuować drogę życia. Pan ze swej strony z radością przyjmuje nasze pragnienie, daje nam światło, które nas prowadzi w pielgrzymce życia. Takie jest doświadczenie świętych, św. Jana od Krzyża czy św. Teresy od Dzieciątka Jezus. W 2013 r. były jednak liczne obowiązki, z których, jak sądziłem, nie mogłem w pełni się wywiązać.

Jakie to były obowiązki?

Była ustalona w szczególności data Światowego Dnia Młodzieży, który miał się odbyć latem 2013 r. w Rio de Janeiro w Brazylii. Otóż co do tego byłem przekonany o dwóch konkretnych rzeczach. Po doświadczeniu z wizyty w Meksyku i na Kubie nie czułem się na siłach, by odbyć tak ciężką podróż. Ponadto — ze względu na styl, jaki nadał tym Dniom Jan Paweł II — obecność fizyczna Papieża była konieczna. Nie do pomyślenia były połączenie za pośrednictwem telewizji czy inne formy, jakie umożliwia technologia. To również była okoliczność, z powodu której rezygnacja była według mnie powinnością. Miałem wreszcie niezłomne przeświadczenie, że również bez mojej obecności Rok Wiary pomyślnie przebiegnie do końca. Wiara bowiem jest łaską, szczodrym darem Boga dla wierzących. Toteż byłem mocno przekonany, że również mój następca, jak zresztą się stało, doprowadzi pomyślnie do końca, jeśli Pan zechce, inicjatywę, którą zapoczątkowałem.

Podczas wizyty w bazylice w Collemaggio w L’Aquili Wasza Świątobliwość złożył na ołtarzu św. Celestyna V paliusz. Czy może mi Wasza Świątobliwość powiedzieć, kiedy podjął decyzję, że powinien zrezygnować z pełnienia posługi Piotrowej dla dobra Kościoła?

Podróż do Meksyku i na Kubę była dla mnie wspaniała i wzruszająca pod wieloma względami. W Meksyku wrażenie wywarła na mnie głęboka wiara wielu młodych ludzi, przekonałem się o ich radosnej, silnej miłości do Boga. W równym stopniu uderzyły mnie wielkie problemy meksykańskiego społeczeństwa i zaangażowanie Kościoła w szukanie odpowiedzi, w oparciu o wiarę, na wyzwanie, jakim są ubóstwo i przemoc. Nie ma potrzeby natomiast przypominać wyraźnie, że na Kubie byłem pod wrażeniem, widząc, w jaki sposób Raul Castro chce poprowadzić swój kraj na nową drogę, nie zrywając ciągłości z bezpośrednią przeszłością. Również tutaj wielkie wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki moi bracia w biskupstwie starają się znaleźć kierunek dla tego trudnego procesu, wychodząc od wiary. Jednak właśnie w tamtych dniach doświadczyłem w pełni ograniczeń mojej wytrzymałości fizycznej. Przede wszystkim zdałem sobie sprawę, że nie będę w stanie odbywać w przyszłości lotów transoceanicznych ze względu na problemy związane ze zmianą strefy czasowej. Oczywiście rozmawiałem o tych problemach również z moim lekarzem, którym był dr Patrizio Polisca. Tak więc stawało się jasne, że nie będę już w stanie wziąć udziału w Światowym Dniu Młodzieży w Rio de Janeiro latem 2013 r. — przeszkodą był wyraźnie problem strefy czasowej. Od tej pory musiałem względnie szybko podjąć decyzję o dacie mojego odejścia.

Po rezygnacji wielu wyobrażało sobie średniowieczne scenariusze, trzaskanie drzwiami i sensacyjne oświadczenia. Tak że nawet komentatorzy byli zaskoczeni, niemal rozczarowani decyzją Waszej Świątobliwości o pozostaniu w murach św. Piotra, o zamieszkaniu w klasztorze Mater Ecclesiae. Jak Wasza Świątobliwość dojrzał do tej decyzji?

Wiele razy odwiedzałem klasztor Mater Ecclesiae, od jego początków. Często udawałem się tam, aby uczestniczyć w Nieszporach, aby odprawić Mszę św. dla wszystkich zakonnic, które tam kolejno mieszkały. Wreszcie byłem tam na obchodach rocznicy założenia Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. W swoim czasie Jan Paweł II postanowił, że dom, który wcześniej służył jako mieszkanie dyrektora Radia Watykańskiego, stanie się miejscem modlitwy kontemplacyjnej, niejako źródłem żywej wody w Watykanie. Gdy się dowiedziałem, że kończy się trzyletni pobyt wizytek, w naturalny niemal sposób doszło do mojej świadomości, że jest to miejsce, gdzie będę mógł zamieszkać, aby kontynuować na swój sposób posługę modlitwy, do której Jan Paweł II przeznaczył ten dom.

Nie wiem, czy także Wasza Świątobliwość widział zdjęcie zrobione przez wysłannika BBC — w dniu rezygnacji Waszej Świątobliwości — przedstawiające piorun uderzający w kopułę Bazyliki św. Piotra [Benedykt skinieniem głowy potwierdza, że je widział]. Wielu ten obraz nasunął myśl o schyłku czy nawet końcu świata. Teraz jednak powiedziałbym: chcieli płakać po zwyciężonym, pokonanym przez historię, a ja widzę tu człowieka pogodnego i ufnego.

W pełni się zgadzam. Naprawdę musiałbym się martwić, gdybym nie był przekonany, jak powiedziałem na początku mojego pontyfikatu, że jestem zwykłym i skromnym pracownikiem winnicy Pańskiej. Od początku byłem świadomy swoich ograniczeń, a zgodziłem się, jak zawsze starałem się czynić w moim życiu, w duchu posłuszeństwa. Potem były mniejsze czy większe trudności pontyfikatu, ale były także liczne łaski. Zdawałem sobie sprawę, że wszystkiemu, co miałem robić, nie byłem w stanie podołać sam, a więc byłem niemal zmuszony oddać się w ręce Boga, zawierzyć Jezusowi, z którym, w miarę jak pisałem książkę o Nim, czułem się związany starą i coraz głębszą przyjaźnią. Była także Matka Boża, Matka nadziei, która była niezawodną podporą w trudnościach, i była mi Ona coraz bliższa, gdy odmawiałem Różaniec i odwiedzałem sanktuaria maryjne. Wreszcie byli święci, moi towarzysze drogi całego życia: św. Augustyn i św. Bonawentura, moi mistrzowie duchowi, a także św. Benedykt, którego motto «niczego nie przedkładać nad Chrystusa» stawało mi się coraz bliższe, i św. Franciszek, biedaczyna z Asyżu, który pierwszy przeczuł, że świat jest odzwierciedleniem stwórczej miłości Boga, od którego pochodzimy i ku któremu zmierzamy.

Zatem tylko pociechy duchowe?

Nie. Na swej drodze miałem towarzystwo nie tylko z góry. Każdego dnia otrzymywałem wiele listów, nie tylko od możnych tej ziemi, ale także od ludzi pokornych i prostych, którzy chcieli mnie powiadomić o swojej bliskości i że modlą się w mojej intencji. Stąd także w chwilach trudnych ufność i pewność, że Kościół prowadzi Pan i że w związku z tym mogę złożyć w Jego ręce urząd, który On mi powierzył w dniu wyboru. Zresztą to wsparcie miałem także po rezygnacji, dlatego mogę być jedynie wdzięczny Panu i wszystkim ludziom, którzy wyrażali mi i wciąż okazują swoje przywiązanie.

W swoich słowach pożegnalnych do kardynałów, 28 lutego 2013 r., Wasza Świątobliwość już w tamtej chwili przyrzekł posłuszeństwo swojemu następcy. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że Wasza Świątobliwość obdarzył także ludzkim wsparciem i serdecznością Papieża Franciszka. Jaka jest relacja Waszej Świątobliwości z następcą?

Posłuszeństwo mojemu następcy nigdy nie było kwestionowane. Ale jest także uczucie głębokiej jedności i przyjaźni. W chwili jego wyboru, jak wielu, poczułem naturalną wdzięczność dla Opatrzności. Po dwóch papieżach pochodzących z Europy Środkowej Pan kierował spojrzenie, by tak się wyrazić, na Kościół powszechny i zachęcał nas do szerszej jedności, bardziej katolickiej. Osobiście byłem od pierwszej chwili do głębi poruszony nadzwyczajną ludzką życzliwością Papieża Franciszka w stosunku do mnie. Zaraz po wyborze starał się skontaktować ze mną telefonicznie. Ponieważ mu się to nie udało, zadzwonił do mnie ponownie zaraz po spotkaniu z Kościołem powszechnym z balkonu Bazyliki św. Piotra i rozmawiał ze mną bardzo serdecznie. Już wówczas obdarzył mnie wspaniałą więzią ojcowsko-braterską. Często docierają tu do mnie, na górę, drobne upominki, odręczne listy. Przed udaniem się w długie podróże Papież nigdy nie omieszkuje złożyć mi wizyty. Ludzka życzliwość, z jaką mnie traktuje, jest dla mnie szczególną łaską w tej ostatniej fazie mojego życia, za którą mogę być jedynie wdzięczny. To, co mówi na temat otwartości na innych ludzi, to nie są tylko słowa. W stosunku do mnie realizuje to w praktyce. Oby Pan dawał i jemu odczuć każdego dnia swoją łaskawość. O to modlę się do Pana.


Bądźcie Kapłanami według Serca Chrystusa!

Drodzy Przyjaciele z Papieskiej Akademii Kościelnej!

Witam was ze szczególną radością miesiąc po tym, jak zostałem wybrany na Następcę Piotra. Niektórzy z was pamiętają być może inne nasze spotkanie przy okazji moich odwiedzin w waszej Akademii przed paroma laty. Serdecznie was wszystkich pozdrawiam, a zwłaszcza arcybiskupa prezesa, któremu dziękuję za uprzejme słowa, jakie zechciał do mnie skierować. Pragnę wam przede wszystkim podziękować za to, że tak wspaniałomyślnie odpowiedzieliście na skierowane do was wezwanie i zgodziliście się poświęcić tej szczególnej służbie Kościołowi i jego najwyższemu Pasterzowi, jaką jest praca w przedstawicielstwach papieskich. Jest to wyjątkowa misja, która — jak każda forma posługi kapłańskiej — wymaga wiernego naśladowania Chrystusa. Temu, kto tę misję wypełnia z miłością, obiecane zostało stokroć tyle na tej ziemi i życie wieczne (por. Mt 19, 29).

W waszej codziennej działalności będziecie musieli zabiegać o to, by więzi komunii łączące Kościoły partykularne ze Stolicą Apostolską były coraz mocniejsze i coraz bardziej konkretne. Jednocześnie będziecie starali się uobecniać i ukazywać troskę Następcy Piotra o wszystkich, którzy należą do owczarni Pana, a zwłaszcza o bezbronnych, słabych, opuszczonych. Dlatego ważne jest, abyście w tych latach formacji w Rzymie umocnili wasz sensus Ecclesiae, tak żeby określał on całą waszą osobowość, umysł i serce. Starajcie się pielęgnować w sobie dwa konstytutywne i komplementarne wymiary Kościoła: wspólnotowy i misyjny — jedność i ewangelizacyjny zapał. Dążeniu do bycia w centrum, w sercu Kościoła powinno towarzyszyć odważne pragnienie składania świadectwa w Kościołach partykularnych o tym skarbcu prawdy i łaski, który Chrystus powierzył Piotrowi i jego następcom. Te dwa wymiary waszej misji dobrze ukazują postaci dwóch apostołów, Piotra i Pawła, którzy w Rzymie przelali swą krew. Starajcie się zatem podczas waszego pobytu w Akademii stać się w pełni «rzymscy» pod względem kościelnym, czyli o to, byście pewnie i wiernie uznawali magisterium Następcy Piotra i jego pasterskie rządy, a zarazem umacniajcie w sobie zapał misyjny, na wzór św. Pawła, i pragnienie współpracowania w głoszeniu Ewangelii aż po krańce świata.

Wszyscy byliśmy poruszeni tym, że świadectwo Jana Pawła II znalazło żywy oddźwięk również w społeczeństwach niechrześcijańskich, o czym informowali w swych raportach różni nuncjusze apostolscy. Świadczy to o tym, że tam gdzie Chrystusa głosi się konsekwentnie również swoim życiem, przemawia On do wszystkich, także do braci należących do innych tradycji religijnych. Jak mówiłem przed paroma dniami do duchowieństwa rzymskiego, misja Kościoła nie jest sprzeczna z poszanowaniem innych tradycji religijnych i kulturowych. Chrystus niczego człowiekowi nie zabiera, ale daje mu pełnię życia, radości i nadziei. Tę nadzieję również wy powinniście «uzasadniać» (por. 1 P 3, 15) w różnych sytuacjach, do których Opatrzność was pośle.

Aby w sposób odpowiedni wypełnić posługę, która was czeka i którą Kościół wam powierzy w przyszłości, potrzebne jest wam solidne wykształcenie, obejmujące znajomość języków, historii i prawa, a także mądre otwarcie na różne kultury. Niezbędne jest również, na jeszcze głębszym poziomie, abyście za podstawowy cel waszego życia uznali świętość i zbawienie ludzi, których spotkacie na waszej drodze. W związku z tym starajcie się ze wszystkich sił być kapłanami przykładnymi, ożywianymi nieustanną i żarliwą modlitwą, oraz pogłębiajcie zażyłość z Chrystusem; bądźcie kapłanami według Serca Chrystusa, a wypełnicie pomyślnie swoją posługę, przynosząc apostolski owoc. Nie ulegajcie nigdy pokusie kariery i władzy oraz ich logice.

Na zakończenie w sposób szczególny pozdrawiam tych, którzy już niebawem opuszczą Akademię i podejmą swą pierwszą pracę w przedstawicielstwach Stolicy Apostolskiej. Zapewniając ich o szczególnej pamięci w modlitwie, życzę im owocnej misji duszpasterskiej. Najświętszą Maryję Pannę oraz apostołów Piotra i Pawła proszę o nieustanną opiekę nad całą wspólnotą Papieskiej Akademii Kościelnej, a wam wszystkim i waszym bliskim udzielam z serca Apostolskiego Błogosławieństwa.

Kilka słów o kapłaństwie od Benedykta XVI

Drodzy bracia i siostry!

W ubiegły piątek, 19 czerwca, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa i w dniu tradycyjnie przeznaczonym na modlitwę o uświęcenie kapłanów, z radością zainaugurowałem Rok Kapłański, ustanowiony z okazji 150. rocznicy «narodzin dla nieba» Proboszcza z Ars, św. Jana Chrzciciela Marii Vianneya. Gdy wchodziłem do Bazyliki Watykańskiej, aby odprawić Nieszpory, zatrzymałem się w kaplicy Chóru, by oddać cześć relikwii tego świętego pasterza dusz — jego sercu, niejako w pierwszym geście symbolicznym. Dlaczego Rok Kapłański? Dlaczego właśnie dla upamiętnienia świętego Proboszcza z Ars, który pozornie nie uczynił nic nadzwyczajnego?

Zrządzeniem Bożej Opatrzności jego postać znalazła się blisko postaci św. Pawła. W istocie, podczas gdy kończy się Rok św. Pawła, poświęcony Apostołowi Narodów, który jest wzorem nadzwyczajnego ewangelizatora i odbył wiele podróży misyjnych w celu głoszenia Ewangelii, nowy jubileuszowy rok jest dla nas zachętą do spojrzenia na ubogiego wieśniaka, który stał się pokornym proboszczem pełniącym posługę duszpasterską w małej wiosce. Obydwu świętych różnią wprawdzie bardzo koleje życia — jeden przemieszczał się z kraju do kraju, by głosić Ewangelię, drugi przyjmował tysiące wiernych, pozostając zawsze w swojej małej parafii — jest jednak coś zasadniczego, co zbliża ich do siebie: ich całkowite utożsamienie się ze swoją posługą, ich zjednoczenie z Chrystusem, które skłaniało św. Pawła do powiedzenia: «Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus» (Ga 2, 19-20). A św. Jan Maria Vianney lubił powtarzać: «Gdybyśmy mieli wiarę, widzielibyśmy Boga ukrytego w kapłanie, podobnie jak światło za szybą, jak wino zmieszane z wodą». Jak napisałem z tej okazji w Liście do kapłanów, celem tego Roku Kapłańskiego jest wzbudzenie u wszystkich kapłanów pragnienia dążenia «do doskonałości duchowej, od której przede wszystkim zależy skuteczność ich posługi» oraz pomaganie zwłaszcza kapłanom, a wraz nimi całemu ludowi Bożemu w odkryciu na nowo i umocnieniu świadomości nadzwyczajnego i nieodzownego daru łaski, jakim posługa kapłańska jest dla tego, który ją przyjął, dla całego Kościoła i świata, który zatraciłby się bez rzeczywistej obecności Chrystusa.

Niewątpliwie Proboszcz z Ars żył w odmiennych warunkach historycznych i społecznych, zatem słuszne jest pytanie, jak mogą go naśladować kapłani, utożsamiając się ze swoją posługą w obecnym zglobalizowanym społeczeństwie. W świecie, w którym powszechna wizja życia zawiera coraz mniej sacrum, a jego miejsce zajmuje «funkcjonalność», która staje się jedyną decydującą kategorią, naturalne uznanie, jakim cieszy się katolicka koncepcja kapłaństwa mogłoby zostać narażone na szwank, niekiedy również w świadomości kościelnej. Nierzadko zarówno w środowiskach teologicznych, jak i w konkretnej praktyce duszpasterskiej oraz w formacji duchowieństwa dochodzi do konfrontacji, a czasem i przeciwstawienia dwóch różnych koncepcji kapłaństwa. W związku z tym kilka lat temu zwracałem uwagę, że istnieje «z jednej strony koncepcja społeczno-funkcjonalna, definiująca istotę kapłaństwa za pomocą pojęcia «służba»: służba wspólnocie, w wypełnianiu pewnej funkcji (…). Z drugiej strony istnieje koncepcja sakramentalno-ontologiczna, która oczywiście nie neguje służebnego charakteru kapłaństwa, postrzega go jednak jako zakorzeniony w bycie szafarza i utrzymuje, że ten byt określa dar udzielony przez Pana za pośrednictwem Kościoła, a imieniem tego daru jest sakrament» (J. Ratzinger, Ministero e vita del sacerdote, w: Elementi di Teologia fondamentale. Saggio su fede e ministero, Brescia 2005, s. 165). Również terminologiczne przejście od słowa «kapłaństwo» do słów: «służba, posługa, zadanie», jest znakiem takiego odmiennego pojmowania. Z pierwszą koncepcją, ontologiczno-sakramentalną, związany jest prymat Eucharystii, w binomium «kapłaństwo-ofiara», drugiej natomiast odpowiadałby prymat słowa i posługi głoszenia.

Jeśli się dobrze przyjrzeć, nie chodzi o dwie koncepcje przeciwstawne, a istniejące między nimi napięcie należy rozwiązać od wewnątrz. Dekret Soboru Watykańskiego II Presbyterorum ordinis stwierdza: «Przez apostolskie zwiastowanie Ewangelii zwoływany jest bowiem i gromadzony Lud Boży, tak iż wszyscy (…) składają samych siebie jako ‘ofiarę żywą, świętą i miłą Bogu’ (Rz 12, 1). Przez posługę prezbiterów dokonuje się duchowa ofiara wiernych w zjednoczeniu z ofiarą Chrystusa, jedynego Pośrednika, która w sposób bezkrwawy i sakramentalny składana jest przez ich ręce w Eucharystii w imieniu całego Kościoła, aż Pan sam przyjdzie» (n. 2).

Pytamy więc: Co właściwie dla kapłanów znaczy ewangelizować? Na czym polega tak zwany prymat głoszenia? Jezus mówi o głoszeniu Królestwa Bożego jako prawdziwym celu swojego przyjścia na świat, a Jego głoszenie nie jest tylko «mową». Obejmuje zarazem Jego działanie: czynione przez Niego znaki i cuda wskazują, że Królestwo wkracza w świat jako rzeczywistość obecna, ostatecznie tożsama z Jego osobą. W tym sensie trzeba przypomnieć, że również w prymacie głoszenia Słowo i znak są nierozdzielne. Przepowiadanie chrześcijańskie nie jest głoszeniem «słów», lecz Słowa, a głoszenie zbieżne jest z osobą Chrystusa, ontologicznie otwartego na relację z Ojcem i posłusznego Jego woli. Tak więc prawdziwa posługa Słowu wymaga od kapłana, aby dążył do głębszego wyrzeczenia się siebie, tak by mógł powiedzieć za Apostołem: «Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus» (Ga 2, 20). Prezbiter nie może uważać się za «pana» Słowa, lecz za jego sługę. On nie jest słowem, lecz — jak głosił Jan Chrzciciel, którego uroczystość narodzin właśnie dzisiaj świętujemy — jest «głosem» Słowa: «Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki» (Mk 1, 3).

Otóż bycie «głosem» Słowa nie oznacza dla kapłana jedynie aspektu funkcyjnego. Przeciwnie, zakłada prawdziwe «zatracenie się» w Chrystusie przez uczestnictwo w Jego tajemnicy śmierci i zmartwychwstania z całym swoim jestestwem: rozumem, wolnością, wolą i daniem własnego ciała na ofiarę żywą (por. Rz 12, 1). Jedynie uczestnictwo w ofierze Chrystusa, w Jego kenosis sprawia, że głoszenie staje się autentyczne! I tę drogę powinien przemierzyć z Chrystusem, aby móc wraz z Nim powiedzieć Ojcu: niech się stanie «nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty» (Mk 14, 36). Tak więc głoszenie zawsze pociąga za sobą również ofiarę z siebie jako warunek autentyczności i skuteczności tego głoszenia.

Jako alter Christus kapłan jest głęboko zjednoczony ze Słowem Ojca, które wcielając się, przyjęło postać sługi, stało się sługą (por. Flp 2, 5-11). Kapłan jest sługą Chrystusa w tym sensie, że jego życie, ontologicznie upodobnione do Chrystusa, przyjmuje charakter zasadniczo relacyjny: on jest w Chrystusie, przez Chrystusa i z Chrystusem w służbie ludzi. Właśnie dlatego, że należy do Chrystusa, prezbiter pozostaje całkowicie w służbie ludzi: jest szafarzem ich zbawienia, ich szczęścia, ich autentycznego wyzwolenia, dojrzewając w tym stopniowym przyjmowaniu woli Chrystusa, w modlitwie, w obcowaniu z Nim «serce z Sercem». To jest nieodzowny warunek wszelkiego głoszenia, pociągający za sobą uczestnictwo w sakramentalnej ofierze Eucharystii i uległe posłuszeństwo Kościołowi.

Święty Proboszcz z Ars powtarzał często ze łzami w oczach: «Jakże niesamowitą rzeczą jest być księdzem!» I dodawał: «Jakże trzeba żałować księdza, który odprawia Mszę tak, jakby czynił coś zwyczajnego! Jakże nieszczęsny jest ksiądz pozbawiony życia duchowego!» Oby Rok Kapłański był zachętą dla wszystkich kapłanów do całkowitego utożsamienia się z Jezusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, oby na wzór św. Jana Chrzciciela byli gotowi «umniejszać się», żeby On mógł wzrastać; oby biorąc przykład z Proboszcza z Ars, uświadamiali sobie nieustannie i głęboko odpowiedzialność za swoje posłannictwo, będące znakiem i uobecnieniem nieskończonego miłosierdzia Bożego. Powierzmy Matce Bożej, Matce Kościoła, dopiero co rozpoczęty Rok Kapłański i wszystkich kapłanów na świecie.

Kilka słów od Benedykta XVI

Tak więc Chrystus jest naszym pokojem i zwiastował pokój dalekim i bliskim (por. Ef 2, 14. 17). Jak moglibyśmy nie modlić się do Niego w tej godzinie: Tak, Panie, głoś także i nam dzisiaj pokój, dalekim i bliskim. Spraw, aby i dziś miecze przekuwano na lemiesze (por. Iz 2, 4), aby zbrojenia do wojny zastąpiła pomoc dla cierpiących. Oświeć ludzi, którzy są przekonani, że muszą dopuszczać się przemocy w Twoje imię, aby potrafili rozumieć absurdalność przemocy i rozpoznawać Twoje prawdziwe oblicze. Pomóż nam stać się ludźmi «Twoje-go upodobania» — ludźmi na Twój obraz, a więc ludźmi pokoju.

Benedykt XVI: nie jestem współautorem książki kard. Saraha

(fot. depositphotos.com)

Kardynał Sarah zadzwonił we wtorek rano z prośbą od papieża seniora, aby usunąć jego imię, nazwisko oraz zdjęcie z okładki książki.

Benedykt XVI zdystansował się od autorstwa książki o kapłaństwie i celibacie, którą opublikował kard. Robert Sarah. Abp Georg Gänswein, prywatny sekretarz Benedykta XVI, powiedział we wtorek austriackiej agencji katolickiej “Kathpress” w Rzymie, że na prośbę papieża-seniora kard. Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, zadzwonił wcześnie rano we wtorek, aby poprosić francuskiego wydawcę o usunięcie nazwiska i zdjęcia Benedykta XVI. z okładki książki.

Ponadto ma zostać wykreślony podpis Benedykta XVI pod wstępem i wnioskami w książce „Des profondeurs de nos coeurs” – „Z głębi naszych serc” ponieważ nie napisali jej wspólnie.

– Wkład do głównej części książki papieża-seniora jest jednak w „100 procentach Benedykta” – powiedział abp Gänswein.

Książka ma zostać opublikowana we Francji 15 stycznia, a w USA i Niemczech w lutym br.

Tekst o kapłaństwie papież-senior napisał latem 2019 r. – powiedział abp Gänswein. Benedykt XVI na prośbę kard. Saraha dał mu wolną rękę co do dysponowania tekstem. Wiedział też, że tekst ma pojawić się w książce.

Benedykt XVI nie został jednak poinformowany o faktycznej formie i układzie planowanej książki” – powiedział abp Gänswein.

Ponadto nie wyjaśniono kwestii praw autorskich Benedykta XVI. Papież-senior, jako współautor, powinien zawrzeć umowę z wydawnictwem “Fayarda”, ale niestety do tego nie doszło. „Było to nieporozumienie bez kwestionowania dobrych intencji kard. Saraha” – dodał abp Gänswein.

Fragment książki ukazał się w poniedziałkowym wydaniu francuskiego dziennika „Le Figaro”, co wywołało debatę, m. in. dotyczącą tego, czy aby papież-senior nie kontestuje stanowiska obecnego papieża Franciszka na temat celibatu i możliwości wyświęcania żonatych mężczyzn w ogłoszonym przez niego posynodalnym listem na zakończenie Synodu dla Amazonii. Na koniec większość jego uczestników opowiedziała się za ograniczonym i wyjątkowym złagodzeniem celibatu, aby, w razie potrzeby, diakoni – tzw. “viri probati” mogli otrzymać święcenia kapłańskie. Sam Franciszek kilkakrotnie podkreślał, że nie popiera idei dobrowolnego celibatu. Jego zdaniem wyjątki można wprowadzić tylko wyjątkowo i to na obszarach, w których istnieje taka potrzeba duszpasterska.

W obecnym kształcie kwestii celibatu poświęcone jest 175 stron książki, na którą składają się dwa teksty, jeden papieża-seniora, drugi kard. Saraha oraz wprowadzenie i zakończenie podpisane przez obydwu autorów.

Benedykt XVI o tym, czy data narodzin Jezusa jest prawdziwa

(fot. depositphotos.com)

Jak podaje Onet.pl każdy papież w jakiś sposób zaskakiwał podczas świąt Bożego Narodzenia. Jan Paweł II jako pierwszy wprowadził zwyczaj choinki w Watykanie. Co zrobili kolejni, Benedykt XVI i papież Franciszek?

Papież-emeryt w swojej książce “Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” podkreśla, że przy narodzeniu Jezusa nie było zwierząt. Dowodzi to, pisząc, że nie ma o tym wzmianki w żadnej ewangelii, jako źródło tej tradycji wskazuje tradycje przedchrześcijańskie. Natomiast tradycję kolędowania wysnuwa z mitu, że aniołowie poinformowali pasterzy o narodzeniu Jezusa śpiewem. Pisze: “to nieporozumienie zrodziło tradycję śpiewania kolęd”.

Benedykt XVI uważał także, że data wyznaczona data narodzin Jezusa jest błędna, wziął udział w dyskusji na ten temat, która toczy się od lat.

W tym roku natomiast papież Franciszek zerwał z kolejną tradycją, tym samym oddał franciszkanom z Ziemi Świętej relikwie żłóbka, które pojawiły się w Rzymie w pierwszej połowie VII w. n. e.

źródło: https://deon.pl/wiara/benedykt-xvi-o-tym-czy-data-narodzin-jezusa-jest-prawdziwa,713232

Benedykt XVI: jestem starym człowiekiem u kresu życia

Fot. br.de

„Jestem starym człowiekiem u kresu życia” – powiedział Benedykt XVI, papież w latach 2005-2013, w reportażu nadanym przez bawarską telewizję BR. Nakręcono go w klasztorze Mater Ecclesiae i Ogrodach Watykańskich.

W 28-minutowym reportażu 92-letni Benedykt XVI pokazany jest w czasie modlitwy, spaceru, gdy korzysta z chodzika, gdy siedzi na ławce, na wózku inwalidzkim i za biurkiem. Ma problemy z poruszaniem się i mówi słabym głosem. „Kiedyś miałem świetny głos, teraz już nie funkcjonuje”, przyznaje papież senior. Dodaje, że przestrzega ścisłego rozkładu dnia.

Jego sekretarz abp Georg Gänswein opowiada o tym, co Benedykt XVI robi na co dzień, począwszy od porannej Mszy św., którą razem odprawiają o 7.30. Sporą część dnia papież senior spędza w bibliotece, otoczony książkami. – Życie profesora teologii Josepha Ratzingera odzwierciedla się w tysiącach książek. Mówi, że wszystkie etapy jego życia są związane z książkami i z nimi spędza każdy dzień – mówi arcybiskup. Dodaje, że „Benedykt jest 92-letnim człowiekiem o trzeźwym umyśle”, jednak „utracił dość dużo sił fizycznych”.

Reportaż skupia się na wspomnieniach papieża seniora dotyczących jego rodzinnej Bawarii. – Stale jestem bardzo związany z Bawarią i zawsze co wieczór powierzam nasz kraj Panu – zwierza się Benedykt XVI, który w swym domu przechowuje pamiątki związane z ojczyzną. Również jego kucharki starają się mu przygotowywać bawarskie potrawy. – Papież uwielbia zwłaszcza słodkie dania swej ziemi – tłumaczy abp Gänswein.

Ujawnia też, że papież senior nigdy nie żałował swej rezygnacji z 2013 r. Była to decyzja „długo podejmowana i przemodlona”, więc Benedykt XVI jest „całkowicie w zgodzie z samym sobą”.


źródło: https://ekai.pl/benedykt-xvi-jestem-starym-czlowiekiem-u-kresu-zycia/